2.5.13

Rozdział I Magi cz. 2



-Przyszedłem cie zabić- odpowiedział patrząc na scenę przed nami
-Jak to zabić?!- wrzasnęłam na cały głos a wszyscy się na mnie spojrzeli
-Coś się stało Heiko?- spytał zmartwiony Sindbad- Kogo zabić?
Powoli przetwarzałam informacje. Chłopak którego poznałam i był moim jedynym kontaktem z ziemią, chce mnie zabić! To naprawdę najgorsze urodziny w życiu! Tupnełam nogą i pobiegłam zdenerwowana do pałacu. Gdy wbiegłam do pokoju rzuciłam się zirytowana na łóżko. Teraz będę musiała spać z kataną pod poduszką… Nie, później będę się budzić z całą twarzą w ranach… Ale po co on ma mnie zabijać?  W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi
-Kto tam?- spytałam gotowa do obrony
-My się chyba nie znamy, jestem książę cesarstwa Kou Ren Hakuryuu…- chłopak otworzył delikatnie drzwi- mogę wejść?
-Oczywiście dla ciebie zawsze drzwi są otwarte!- ucieszyłam się na jego widok, ale to mogło trochę dziwnie zabrzmieć- Co cię sprowadza?
-Chciałbym cię spytać dlaczego tak uciekłaś?- spytał zmartwiony- Jack ci coś powiedział?
-Jack?- popatrzyłam na niego zdziwiona, czyli on też ma tutaj zmienione imię- dlaczego tu z wami przyjechał? Ty przybyłeś do Sindbada, księżniczka po to by wyjść za mąż. Ale on?
-Powiedział że ma tu jakieś sprawy do załatwienia…- odpowiedział i podszedł do drzwi- muszę iść, oyasumi…
-Oyasumi!- pokiwałam mu na dobranoc
Było już ciemno i nie mogłam spać. Byłam zamyślona nad tym że Felix chce mnie zabić… po chwili moich rozmyślań ktoś wszedł przez okno. Chwyciłam katanę którą miałam pod poduszką i czekałam. Osoba spokojnie podeszła do łóżka i usiadła na jednym skraju. Obawiałam się że to Felix przyszedł zrobić to co mi mówił. Chwilę później zaczęło mi burczeć w żołądku a osoba odskoczyła
-Ty nie śpisz…- powiedział spokojnie- Nie możesz przeze mnie spać?
Otworzyłam oczy. Jakby zgadł. To był Felix! Podszedł do mnie niebezpiecznie blisko
-Musiałaś się tutaj znaleźć?- spytał zdenerwowany- nienawidzę zabijać kobiet.
-Nie wiem o co ci chodzi? Sama nie wiem skąd się tu wziełam! I dlaczego nazywają mnie Heiko, i skąd w ogóle mnie znają?!- krzyknęłam zdenerwowana
-Czyli że ty nic nie wiesz… Tutaj chodzi o karę. Za to że nie doceniłaś własnego życia na ziemi, w twoje urodziny dokładnie o północy zostałabyś przeniesiona do jakiegoś świata i tam zabita przez kogoś z mojej rodziny. Wypadło na mnie- odpowiedział spokojnie- Nazywają cię Heiko ponieważ nie jesteś już Aiko którą byłaś w domu… A znają cię dlatego że śledzisz ich poczynania od początku, a skoro ty znasz ich to oni znają ciebie…
-Dlaczego musisz mnie zabić? Czemu nie mogę tu żyć?!- warknęłam zła
-Ponieważ jesteś tu intruzem- odpowiedział poważny- Jeśli zostaniesz zabita przez kogoś innego niż ja, znikniesz z tego świata…
-Wyjdź stąd, daj mi czas na myślenie…- rozkazałam siadając na łóżku
-Dobrze, jak będziesz gotowa na śmierć pojawię się- powiedział i wyskoczył przez okno- Śpij dobrze…
Dlaczego? Dlaczego muszę to znosić?! Przypomniały mi się wszystkie momenty z mojego życia… Jake, mama, Kris a nawet John! Położyłam się na łóżku i zaczełam płakać. To wszystko przez to głupie życzenie! Głupie, głupie, głupie! Po chwili usnełam, nie miałam już sił. Śniła mi się scena mojej śmierci i to jak moje ciało przeszywa zimna stal należąca do Felixa… Jacka. Jego oczy były puste, bez żadnych uczuć. Jakby zabijał ponieważ nie ma nic innego… Gdy moje cało upadło zaczęło padać a on stał w deszczu i obserwował czy jeszcze się ruszam. Po chwili zaczełam słyszeć jak ktoś mnie budzi.
-Heiko-dono!- krzyczał zaniepokojony- Obudź się! Heiko-dono!
-Hakuryuu?- otworzyłam leniwie oczy- Coś się stało?
-Martwiłem się…- odetchnął z ulgą- Obawiałem się że coś ci się stało, widziałem jak ktoś w nocy tu chodzi i wyskakuje z okna…
-Hakuryuu….- popatrzyłam na niego zdziwiona, przypomniało mi się jak Jack stał wczoraj niebezpiecznie blisko mnie… Obawiałam się że to sen, ale skoro Hakuryuu go widział to było naprawdę.- Arigato…
-Nie ma za co…- przytulił mnie mocno- Choćmy, poznasz mnie z resztą?
-Oczywiście, wiesz ja z chęcią też ich lepiej poznam- uśmiechnęłam się po czym poszłam razem z nim
Poszliśmy po księżniczkę a potem do reszty. Morgiana pokazywała im akurat swoje łańcuchy
-Ale piękne!- krzyknęłam- Na żywo są jeszcze piękniejsze!
-Widziałaś je już kiedyś?- spytał zdziwiony Alibaba
-Eee… No coś ty!- Zaśmiałam się zdenerwowana- po prostu widziałam podobne bransoletki!
-Witajcie- przywitał się Hakuryuu- Jestem Ren Hakuryuu.
-Właśnie to książę cesarstwa Kou- pokazałam na niego potem na księżniczkę- A to księżniczka…
-Miło mi cię znowu widzieć- ucieszyła się ściskając mocno rękę Aladynowi
-Tak zacznijmy z czystą kartą- Aladyn równie mocno ścisnął jej rękę- Ał ał ał…
-Mają ze sobą na pieńku- zaśmiałam się i zobaczyłam złość Alibaby- Alibabo?
-Hm?- zaciekawiła się Morgiana
-Aladynie, w szpitalu jak coś wyleci z Alibaby osłoń wszystkich, dobrze?- poprosiłam do po cichu
-Czemu Alibaba ma być w szpitalu?- spytał a blondyn w tym momencie upadł na ziemię- Alibabo!
-Cassim opiekuj się nim dobrze?- poprosiłam smutna
Szybko zanieśliśmy rannego do szpitala. Obudziły go chyba krzyki Sindbada w korytarzu bo gdy się pojawił Al zdążył usiąść. Rozmawiali spokojnie, aż do momentu gdy pojawił się mężczyzna w masce… Wiedziałam co się zaraz stanie. Aladyn wszystkich osłoni prócz Sindbada… Kiedy z Alibaby wyleciała krew Aladyn osłonił wszystkich, a Sindbad oberwał. Lecz stało się coś czego się nie spodziewałam! Ja także oberwałam!
-A! Nie!- krzyknęłam przerażona i zaczełam to ścierać- weź to!
-Witam was po ciemnej stronie…- zaśmiał się i zniknął
-nie…- jęknęłam zdruzgotana- jestem cała tym pokryta!
-Spokojnie Heiko, wszystko będzie dobrze…- Sindbad zaczął mnie uspokajać
-łatwo co mówić ty masz tylko połowę ciała tym pokryte, a ja całe.- pokazałam palcem na całą twarz
Uciekłam przerażona do lasu. Dlaczego ja? Powinnam teraz jeść obiad z rodziną! Usiadłam na jednej z gałęzi i popatrzyłam na moją katanę. Skoro mam dżina to chyba mogę z nim gadać?
-Halo?- powiedziałam do katany- Jak się nazywasz?
-Naprawdę mnie nie pamiętasz?!- z katany wyszła piękna kobieta- jestem Sakura, dżin radości i walki!
-Mogę ci zaufać?- spytałam zaciekawiona na co ona pokiwała głową- nie jestem stąd…
-Czyli to o czym rozmawiałaś z tamtym chłopakiem to prawda…- stwierdziła radośnie- wiesz wczoraj jak tak staliście… iskrzyło między wami, choć on próbował tego nie okazywać…
-O czym ty mówisz?- spojrzałam na nią zdziwiona- ja go w ogóle nie znam!
-Ale i tak pięknie razem wyglądacie! Twoje czerwone włosy by się idealnie komponowały z je jego czarnymi!- krzyknęła radośnie- Ale nie podoba mi się ta druga sprawa…
-Jaka?- popatrzyłam na nią- to że ma mnie zabić?
-Mhm… Nie wyglądał na zadowolonego z tego powodu…- stwierdziła zamyślona- Dobra! Teraz pomogę ci z walką!
-Że słucham?!- wrzasnęłam zdziwiona- Jaką walką?!
-Masz moje naczynie, więc musisz nauczyć się z niego korzystać!- rozkazała- i nie chcę słyszeć sprzeciwu! O patrz ktoś tam płynie!
-Oni już ruszają do lochu?- popatrzyłam na odpływający statek- Sakura-san możemy do nich dopłynąć?
-Och oczywiście! Tylko musisz stworzyć moje naczynie! Moją piękną broń!- Krzykneła i weszła powrotem do katany
-Katano Sakury! Dżina radości i walki, pomóż mi!- krzyknęłam głośno a katana zrobiła się wielka i różowa?!- Jak to różowa?! To ma być piękna broń?!
-Pasuje ci…- stwierdził ktoś za mną- masz gadatliwego dżina…
-Felix!

Wiadomości!
A- Konichiwa! Hakuryuu wyruszył w podróż więc naszym dzisiejszym gościem będzie Judal-sama!
J- Witajcie! 
W- *oklaski na stojąco*
A- *oklaski*
J- Aiko powinnaś być poważna... I przy mnie nie dostałaś ślinotoku!
A- Przepraszam Judal-sama ale po prostu  Hakuryuu jest słodki! *ślinotok*
J- No cóż następnym rozdziale sen Aiko się ziści!
A- Słucham?! Będę uwięziona z Hakuryuu?!
J- Przestań o nim ciągle myśleć!
A- Ale on jest słodki! I popatrz jaki był kochany w tym rozdziale! A ciebie wogóle nie ma!
J- Ale w następnym będę! Bo tak to bym tu nie siedział... I wyręczę w czymś Jacka!
A- Dobrze na dziś koniec wiadomości...
A&J- Sayonara!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz