5.10.13

Rozdział VIII Rozruba!

***
-Sakura?!- krzyknęłam uradowana- Ty żyjesz!
-Aiko!- Jackie odepchnęła mnie po czym została postrzelona- Uciekaj! 
-Jackie!- łzy zaczęły spływać mi po policzku- Czemu przez ciebie giną bliscy mi ludzie?!
-Ponieważ to cię najbardziej zaboli przed śmiercią...- przyłożył spluwę do mojego czoła- Pożegnaj się ładnie z resztą...
-Przyjaciele...- wyszeptałam-...wybaczcie...
Padł strzał.
***
Idziemy właśnie do wielkiego pomieszczenia w którym byłam wcześniej z Jackiem. Każdy z będących tam spoglądał w naszą stronę zdziwiony. Nie miałam na sobie kaptura więc każdy wiedział kim jestem. Weszłam na jeden z stolików
-Słuchajcie!- krzyknęłam pewna siebie- Skończcie z zabijaniem ludzi!
-O co jej chodzi?- zaczęły się szepty- Oni zasługują na śmierć...
-Czy wy tego nie widzicie?!- spytała wściekła Jackie- Ile razy musieliście zabijać swoich przyjaciół?! Ile razy musieliście zostać wymazani z pamięci ludzi na których wam zależało?!
-Ofiary tak jak wy nie chcą tego!- wskazałam na siebie- Jestem ofiarą! Byłam przyjaciółką towarzyszących mi ludzi! Zapomniałam ich! A teraz przez to boli mnie serce! Wiecie jak ich bolało że ich nie pamiętam! Przeżyliście to samo!
-Ona ma rację...- mruknął mały chłopczyk- Ja chcę by moja rodzina mnie pamiętała!
-Choć mały...- Kentin wyciągnął do niego ręce- Z nami będziesz bezpieczny.
-Ja chcę do mamy!- kilka małych dzieci przytuliło się do Kentina
-Żeby taki małe dzieci brać...Jesteście potworami...- warknęłam- Kto jeszcze?! Kto chce by to się skończyło?!
-Skończcie z tym!- krzyknął dorosły mężczyzna z czarnymi włosami- Jesteś taka jak twój ojciec!
-Dlatego nie pozwolę by to się ciągnęło!- rzuciłam w niego kapciem którym oberwał w głowę- A masz!
-Ty...- widziałam jak brew zaczyna mu chodzić- Jeśli się teraz poddasz wymażemy ci wspomnienia i wrócisz do domu...
-Myślisz że o co walczę?! Walczę o to bym nie traciła wspomnień! O to by ci tutaj ludzie i inni nie cierpieli utraty bliskich!- warknęłam zła- Jeśli mam z kimś rozmawiać to tylko z Jackiem!
-Jack jest na misji...Przydzieliłem go do kogoś innego...- uśmiechnął się diabelnie
-Ty przydzieliłeś?- po moich plecach przebiegł dreszcz- Ty jesteś jego ojcem?!
-A na kogo niby wyglądam? Na jakiegoś woźnego?- prychnął
-Tylko mi tu cieciów nie obrażaj! Bo ci z mopa strzele!
-A wiesz kogo do ciebie przydzieliłem?- Spojrzał na mnie mrocznie- Filliphe zatrzymaj ją...
-Tak.- Filliphe momentalnie pojawił się za mną i mnie obezwładnił- Wy się lepiej nie wtrącajcie.
-Niby dlaczego?!- warknęła Jackie- Myślisz że możesz robić Aiko cokolwiek chcesz skoro byłeś z nią zaręczony?!
-Co?!- otworzyłam szeroko oczy i straciłam całą siłę w nogach- Jak to?
-Zamknijcie Jackie w lochach.- rozkazał ojciec Jacka- Im mniej Aiko wie tym lepiej. A wszyscy się rozejść!
-Aiko?- zmęczona podniosłam lekko oczy do góry
Ujrzałam tam przerażonego Jacka niosącego szatyna z zawiązanymi oczami. Nie miałam siły czegokolwiek powiedzieć. Zaczęłam tylko powoli tracić przytomność. Obudziłam się przywiązana do fotela a na głowie miałam jakiś hełm. Przede mną stał Filliphe a pod ścianą leżał nieruchomo tamten szatyn
-Przebudziła się.- rzucił obojętnie Filliphe
-Aiko nic ci nie jest?!- usłyszałam przerażony głos za sobą. To był Jack. Tak jak ja został przywiązany do fotela- tak się cieszę że jesteś całą i zdrowa...- uśmiechnął się- Wybacz że cię nie uratowałem...
-Jack...- moje oczy z obojętnych zaczęły nabierać emocji aż w końcu łzy same zaczęły powoli z nich wypływać- Wybacz mi Jack! Nie chciałam by to się tak skończyło!
-Nic się nie stało... W końcu chciałaś dobrze...
-Tak ale...- chłopak pod ścianą podniósł zdziwiony głowę
-Aiko?! To ty?!- nadal miał zasłonięte oczy- Zdejmijcie ze mnie tą przepaskę!
-Ten głos...- powoli spojrzałam na chłopaka przede mną- Przypomina mi kogoś...
-Wybacz mi... Nie wiedziałem kim on jest...- stwierdził Jack a Filliphe zdjął mu przepaskę z oczu
-To ty...- chłopak zaczął momentalnie płakać- Tak się cieszę! W końcu cię znalazłem!
-Kim ty jesteś?- próbowałam sobie przypomnieć skąd go znam ale nic mi to nie dało
-Aiko...- przysunął się do mnie i przytulił się do moich nóg- Nee-san!
-Nee-san?- spojrzałam na niego po czym sobie przypomniałam- Jake?
-Nic się zmieniłaś Nee-san...- zaczęłam jeszcze mocniej płakać
-Ale ty strasznie... Jake dlaczego tu jesteś?- spytałam szczęśliwa a także smutna
-Po tym jak się tu znalazłaś on jako jedyny nie zapomniał o tobie...  Wszyscy myśleli że oszalał więc zamknął się w sobie- odpowiedział Filliphe- W końcu się załamał i zażyczył sobie zniknąć jeśli ciebie tam nie ma.
-Naprawdę pamiętałeś o mnie?- spojrzałam na niego zdziwiona po czym się rozczuliłam- Wybacz że cię zostawiłam samego...
-Nic nie szkodzi... W końcu jesteśmy razem...
-Na to już za późno...- ktoś postrzelił Jake w głowę- Trza było pomyśleć a nie pakować się na śmierć.
-Co...?- nie mogłam ogarnąć sytuacji
-Dlaczego to zrobiłeś?!- usłyszałam wściekłego Jacka nawet nie miałam siły patrzeć na tego który to zrobił- Dlaczego to zrobiłeś idioto?!
-Zamknij się... Po wymazaniu wam wspomnień zapomnicie o tym wydarzeniu a ona wróci do domu... Ojciec się na to nie zgadzał z początku ale w końcu uległ...- krew Jake była nawet na moich spodniach- Trochę ciężko mi to robić no ale cóż... Zrobię wszystko by była bezpieczna...
-Kogo nazywasz idiotą?- poczułam w sobie siłę nie wiem tylko skąd się brała ale czułam również jak moja złość rośnie- Myślisz że łatwo znieść to gdy ktoś bliski ginie na własnych oczach?!
-Tak wiem...- podniósł mój podbródek i ujrzałam go- Musiałem nie dość że patrzeć jak umierała ale jeszcze być tym przez którego cierpiała...
-Isaac!- otworzyłam przerażona oczy szeroko i wyrwałam się z więzów- Zostaw mnie!
-Aiko uciekaj!- rozkazał mi Jack gdy chciałam go uwolnić- Ja jakoś sobie poradzę!
-Dobrze!- Wybiegłam z pokoju
Udało mi się jakimś trafem wbiec do podziemi. Znalazłam się w lochach. Widziałam wszystkich moich przyjaciół: Jackie, Kentina, Julie, Agathe i reszta... Wszyscy prócz Heike. Podeszłam do krat i je otworzyłam
-Aiko?!- na szyję rzuciła mi się Jackie- Ty żyjesz!
-Pamiętasz nas mała?- spytał smutny Kentin- błagam powiedz tak...
-Oczywiście...- powoli łzy zaczęły mi spływać po policzkach- Musimy uciekać...
-Aiko?- zobaczyłam różowo włosą dziewczynę- To ty?
-Sakura?!- krzyknęłam uradowana- Ty żyjesz!
-Aiko!- Jackie odepchnęła mnie po czym została postrzelona- Uciekaj! 
-Jackie!- łzy zaczęły spływać mi po policzku- Czemu przez ciebie giną bliscy mi ludzie?!
-Ponieważ to cię najbardziej zaboli przed śmiercią...- przyłożył spluwę do mojego czoła- Pożegnaj się ładnie z resztą...
-Przyjaciele...- wyszeptałam-...wybaczcie...
Padł strzał. Przede mną była pustka. Nie mogę już tego wytrzymać.
-Cieszę się że to koniec...- mruknęłam i zamknęłam oczy- Wybacz Jack nie udało mi się...
-Co ty wygadujesz?!- usłyszałam przerażony głos- To jeszcze nie koniec!
-Co?- otworzyłam oczy i oślepiło mnie mocne światło- Co się tu dzieje?
-Siostrzyczko to jeszcze nie czas na ciebie...- zobaczyłam uśmiechniętego Jake
-Ai-chan musisz walczyć za nas!- krzyknęła radośnie Jackie- Jeśli przyjdziesz do mnie zanim cokolwiek zrobisz nie dam ci nie żyć!
-Nee-san pamiętaj, nie możesz się poddawać. My zawsze będziemy z tobą...- pocałował mnie w czoło- Nie zapominaj.
-Jeśli zapomnisz to oberwiesz! I to mocno!- Jackie klepnęła mnie mocno w plecy- Jest ktoś kto też chce ci coś powiedzieć...
-Hm?- przetarłam łzy z policzków- Kto?
-Opiekuj się moim Jackiem- zobaczyłam dziewczynę podobną do mnie ale dostojniejszą- Wasze uczucie może być poddane strasznym próbom, ale jeśli się nie poddacie. Wygracie.
-Kim jesteś?- patrzyłam na nią oczarowana
-Jestem Alice- podała mi swoją dłoń- Pamiętaj, razem z Jackiem jesteś siłą, bez niego jesteś tylko tykającą bombą.
-Dziękuję...- ukłoniłam się- Nie poddam się! Wrócę tam i wszystko naprawię!
-Jesteś taka sama jak mój braciszek- uśmiechnęła się ciepło i razem z Jakiem i Jackie odeszła
-Nie poddam się.- obiecałam również sobie kładąc rękę na sercu- Na pewno.
Światło znikło. Zostałam znowu w ciemności. Sama.
-Nigdy nie jesteś sama...- poczułam jakby ktoś mnie przytulił po czym znalazłam się w łóżku.
-Gdzie ja jestem?- rozejrzałam się dookoła
-Witam cię panienko Heiko.- obok mnie pojawił się białowłosy mężczyzna- Panienka Sharon się martwiła.
-Sharon?- spojrzałam na niego zdziwiona po czym poczułam straszny ból w klatce piersiowej- Ał...
-Niech się panienka nie przemęcza... To przez to że jest teraz panienka nielegalnym kontrachentem...- wszedł do szafy- żegnam~!
-Jak to?!- podbiegłam do szafy i ją otworzyłam, jego już nie było- To z pewnością był Break... A to znaczy że jestem w pandorze... Ehh...- wyjrzałam przez okno- Tak jak obiecałam dam z siebie wszystko. Dla was.

Wiadomości:
S- Więc Isaac okazał się mordercą...
A- Jake... Jackie... A dopiero co Sakurkę spotkałam... *chlip*
S-Teraz już trochę ogarniacie moje reakcje na niego... Nie lubię go... potem się dokładniej dowiecie dlaczego...
A- A właśnie... kto mnie tak bardziej przebudził gdy myślałam że nie żyję?
S- Nie mam pojęcia o czym gadasz...
A- A potem chyba ta sama osoba mnie przytuliła i przeniosła do Pandorki... *patrzy na Shine* Wiesz coś o tym?
S- Ja?! Co ja mogę o tym wiedzieć?! Mnie tam nie było!
A- *szept* To była ona....
A&S- Sayonara~!